niedziela, 22 grudnia 2013

Prolog

   Jej krótki, świszczący oddech przecinał salę niczym ostrze. Bała się. Strach wypełniał każdą jej komórkę, potęgując doznania. Nie wiedziała co będzie za pięć sekund, za minutę, za godzinę. Z sercem w gardle modliła się o to, by kolejny krok nie był tym ostatnim. 

   Słowa, które wczoraj na uroczystej kolacji wypowiedział Stefan były nieprawdopodobne. Wiadomość. To ona zmieniła bieg życia trzydziestoletniej Samanthy.
-Cokolwiek się stanie, pamiętaj- nadzieja umiera ostatnia- usłyszała brunetka, marszcząc brwi.
Cały wieczór szukała swoje rozmówcy, jednak on rozmył się jakby we mgle. Nikt go nie widział, nie słyszał. Myślała, że to był sen na jawie. Jednakże, kiedy dzisiejszego ranka drzwi od jej domu otworzyły się, zrozumiała przesłanie. To wcale nie był koniec. Po blisko dziesięciu latach odezwała się przeszłość, a Samantha z radością wstąpiła w jej bramy.

   Zrobiła krok w przód, ręką szukając poręczy schodów. Musiała tam wejść. Musiała upewnić się, że jest bezpieczny i to rzeczywiście koniec, ale bała się.

   -Zawsze będę przy tobie, Sam, przecież jesteśmy sobie przeznaczeni. Wyjdziesz za mnie?
Brunetka uśmiechnęła się ze łzami w oczach.

   Chciała krzyczeć. Chciała płakać. Chciała uciec. Jednak nie potrafiła. Nogi wciąż parły w górę, stopień za stopniem. Musiała się przekonać. Dopiero wtedy uwierzy. 

   -Kiedy przyszło nam się rozstać- zaczęła opowiastkę- moje życie legło w gruzach. Czuję, jakbym każdego dnia umierała na nowo, nie mogąc znaleźć obok siebie spokoju- złapała się za ramiona, delikatnie dygocząc całym ciałem- Jesteśmy młodzi. Byliśmy...- przerwała na chwilę, wzdychając głęboko- mieliśmy przed sobą przyszłość. Kiedy poznaliśmy się, zawsze słyszałam od Marka, że marzy o małym domku i rudej dziewczynce. Gdy pytałam dlaczego akurat rudej, odpowiadał: rudy to szlachetny kolor. Poza tym chciałbym mieć marchewkę w domu- przerwała na chwilę, słysząc cichą salwę śmiechu przelatującą przez kościół; uśmiechnęła się delikatnie- Śmiałam się z tego jak wy, ale dzisiaj oddałabym wszystko, aby jego słowa spełniły się..., ale dziś odchodzi na wieki- spoważniała- dziś zostawia mnie, was, świat. Od dzisiaj jego domem jest nie tyle co ziemia, ale niebo. Nowy rozdział w jego i naszych życiach. Pomódlmy się za to.

   A jednak, to prawda. Upadła na kolana i zatopiła twarz w dłoniach.